Spacer jak sinusoida
Dzisiejszy spacer to jeden z tych pół na pół. Niby piękne okoliczności przyrody, idealna pogoda, trawa soczyście zielona, a jednak humor młodego był jak sinusoida.
Na początku wystraszony i czujny — mało wąchania, mało znaczenia terenu, postawa ciała znacząca o dyskomforcie. Potem nad wodą rozkręcił się jak szalony, bo woda zawsze tak na niego działa. Powrót do samochodu znowu w większości był nieciekawy.
Nowe miejsce, nowe wyzwanie
W tym miejscu nie było nas od czerwca. Ewidentnie nowe otoczenie go trochę przerosło.
Musimy zacząć wychodzić z jego strefy komfortu, bo mamy coraz większe postępy w pracy w znanych mu miejscach i nadszedł już czas, żeby dodawać kolejne. To jest idealny czas, bo na spacerach spotykam coraz mniej ludzi z psami — a im będzie zimniej, tym będzie to jeszcze bardziej widoczne.
O „weekendowych psiarzach”
Jak jest brzydka pogoda, to zazwyczaj z obiegu wypadają „weekendowi psiarze”, którzy wybierają się na długie spacery tylko w ciepłe i słoneczne dni. Z moich obserwacji wynika, że od takich „psiarzy” lepiej trzymać się z daleka — zazwyczaj nie wiedzą, co to dystans czy przestrzeń osobista, puszczają luzem psy zupełnie nieodwoływalne i często mają bardzo cięty język.
Och, jak ja się cieszę, że idzie jesień 🍂
Jeśli i wy pracujecie nad oswajaniem psa z nowymi miejscami, zapraszamy na spacer socjalizacyjny.

