Ci z Was, którzy obserwują nas od dłuższego czasu, wiedzą że Mastan ma swoje lęki i fobie dźwiękowe. Wielokrotnie pisałam już o naszych mniejszych lub większych regresach.
Przeszliśmy bardzo długą drogę i próbowaliśmy naprawdę wielu rzeczy. Myślę też, że te wspólne doświadczenia tak wzmocniły naszą relacje.
Od kilku tygodni mamy jakąś totalnie ogromną zmianę. Mastan stał się spokojniejszy i weselszy. Przestał paranoicznie nasłuchiwać w otoczeniu każdego, najcichszego nawet dźwięku. Nie zwraca uwagi na dźwięki, które wcześniej wywoływały strach. Ostatnio poszło kilka wystrzałów petard, a on tylko spokojnie skierował się w stronę domu, ale po drodze jeszcze był w stanie się zatrzymywać i robić siku. Od kilku dni na wieczornych spacerach wybiera powrót osiedlem zamiast bezpiecznym garażem .
We mnie też zaszła ogromna zmiana. Pamiętam jak rok temu o tej porze bałam się wychodzić z nim z domu. To był dla mnie ogromny stres, bo każda petarda kończyła nasz spacer i cofała nas w pracy. Dzisiaj jest 12 grudnia, a ja łapie się na tym, że zapominam o zbliżającym się sylwestrze. Wychodzę na spacery zrelaksowana i nie nasłuchuje wszystkich dźwięków.
Mastan od sierpnia jest na lekach dobranych przez lekarkę weterynarii specjalizującą się w psychofarmakologii. Leki go odblokowały i dzięki nim możliwa była jakakolwiek praca. Jak się okazało, leki zadziałały też na mnie, bo jestem dużo spokojniejsza o Mastana.
To wszystko co przeszliśmy było dla nas bardzo trudne, ale chyba jesteśmy w najlepszym jak dotąd momencie. Mam świadomość tego, że regresy będą się jeszcze wielokrotnie pojawiać, ale wiem że to normalne.
Jeżeli miałabym doradzić coś opiekunom psów lękliwych, to powiedziałabym, że szukanie pomocy to najlepsze co można zrobić. Warto znaleźć coś, co sprawia psu przyjemność i mu to zapewniać. A z niektórymi rzeczami musimy się zwyczajnie pogodzić i czasami nauczyć się odpuszczać 🤗
