O dyskomforcie w psim życiu
Ostatnio temat „pracy z dyskomfortem” zrobił się bardzo popularny. Psy wielokrotnie w swoim życiu doświadczają dyskomfortu, więc powinniśmy je na to przygotować.
W mojej ocenie do tego momentu wszystko się zgadza. No bo oczywiście, że życie jest trudne i wielokrotnie pojawią się nieprzyjemne sytuacje. Przecież nasz pies musi chodzić do weterynarza, może wystraszyć się wystrzału petardy, może bać się ludzi i innych psów, może być psem po różnych przejściach.
Jest tylko jedno ALE! Czy to oznacza, że powinniśmy celowo używać w treningu „dyskomfortu” (a raczej awersji) żeby psa na ten dyskomfort w życiu codziennym przygotować?
Moim zdaniem jest inna droga. Ta droga może być nieco dłuższa, pewnie nie osiągniemy spektakularnych efektów w dwa tygodnie, ale też nie złamiemy psa, nie zniszczymy relacji z nim, nie stracimy jego zaufania i nie ryzykujemy pojawieniem się wyuczonej bezradności.
Wyuczona bezradność to w mojej ocenie najgorszy stan, do jakiego człowiek może doprowadzić psa. Nie chce sobie nawet wyobrażać, co czuje pies, który zwyczajnie już nie ma siły walczyć i postanawia się poddać. Pies, który woli nie robić nic, żeby nie ryzykować. Pies, który przestaje się komunikować, a jego życie to wegetacja.
Na prawdę można pracować z psem nad różnymi rzeczami z poszanowaniem jego emocjonalności, możliwości i potrzeb. Nikt mi nie wmówi, że pies nigdy nie zgodzi się na pielęgnacje, bo to nie jest w jego interesie. Przecież możemy wykorzystać trening medyczny. Skoro z dzikimi zwierzętami morskimi można wypracować zgodę na tego typu zabiegi, to z psem tym bardziej. Wystarczy trochę czasu, chęci i zaangażowania.
Lęk przed psami? Lęk przed ludźmi? Lęk przed światem? Agresja na tle lękowym? Chyba nigdy nie zrozumiem, jak stosowanie narzędzi awersyjnych ma pomóc w pracy z lękusami i totalnie w głowie mi się to nie mieści. Pies ma już nie tylko problem z tym strasznym obiektem, ale też ze swoim opiekunem (a raczej właścicielem). Boi się, a zamiast dostać wsparcie dostaje dławik/kolczatkę/obrożę elektryczną.
Nawet jeżeli ktoś przedstawi mi kiedyś niepodważalne dowody na skuteczność tych metod, to i tak nie chce robić tego mojemu psu.
